Trening umiejętności bazowych – bez tego ani rusz

Dodano: 27 grudnia 2019
autyzm

Gdyby tak skupić się tylko na wywoływaniu i utrwalaniu głoski u naszego małego pacjenta, to porównałabym takie postępowanie do jedzenia pysznych lodów od spodu wafelka. Każdy logopeda wie doskonale, że w prowadzeniu terapii  (niezależnie od wieku pacjenta) możemy znaleźć już na starcie szereg zaburzeń lub nieprawidłowości związanych z niewygaszonymi lub przetrwałymi odruchami bazowymi. Mowa tu oczywiście o zaburzeniach związanych z: kąsaniem, odruchem gardłowym, oddychaniem, gryzieniem, żuciem, połykaniem etc. Dziś jednak chciałabym skupić się na jednym z odruchów pierwotnych. Wydawać by się mogło, że do pierwszego roku życia ośrodkowy układ nerwowy sobie poradzi, a jednak…. Wpływ przetrwałych odruchów pierwotnych na rozwój i funkcjonowanie dziecka jest ogromny.

Trening umiejętności bazowych – bez tego ani rusz

Ula od początku swojej edukacji szkolnej miała problemy z odnalezieniem się w klasie. Wycofana, cicha, nie nawiązywała kontaktów rówieśniczych. Przerwy śródlekcyjne spędzała najchętniej w klasie, konkretniej – schowana w rogu sali z rękoma zamykającymi uszy. Początkowo wydawało się, że po prostu potrzebuje więcej czasu by „przywyknąć” do szkolnego gwaru, dzwonków. Potem padały podejrzenia o zaburzenia ze spectrum autyzmu. Ula cierpiała na chorobę lokomocyjną, więc codzienne dojazdy szkolnym autobusem nie należały do łatwych. Po przyjeździe do szkoły wykazywała zmęczenie i niechęć do wszelkich szkolnych zadań. Wahania nastrojów i niestabilność emocjonalna wpędzały ją coraz bardziej bardzo niską samoocenę. Koleżanki w klasie mówiły o niej „niedotykalska”, bo reagowała strachem na wszelki kontakt fizyczny. Mama na sygnały nauczycieli, że zachowanie dziecka jest niepokojące, odpowiadała „taka już jest”. Dziewczynka trafiła na zajęcia logopedyczne z powodu jąkania. Była wówczas uczennicą trzeciej klasy SP. Praca w grupie zupełnie nie przynosiła efektów.

Logopeda podjął się niejako roli detektywa. Szukał, szukał i znalazł. Nie gdzie indziej jak w odruchach pierwotnych! Długie wywiady z mamą Uli, a przede wszystkim determinacja terapeuty, pozwoliły znaleźć problem.

Dziewczynka trafiła do szkoły z niewygaszonym odruchem Moro. O zgrozo! Przecież wygasnąć powinien między drugim a czwartym miesiącem życia dziecka! Nie wygasł… i nikt tego wcześniej nie zauważył…

Ula była stale pobudzona. Ponieważ jest zodiakalną rybą, to mama utrzymywała że jest właśnie tak, że raz przypływa jedna, raz druga ryba. Raz chętna do zabawy, otwarta, twórcza, a zaraz przestraszona, zamknięta w sobie, jakby unikająca kontaktu ze środowiskiem. Nigdy nie przyszła sama z siebie przytulić się do mamy, ani do pozostałych członków rodziny. Mówiono, że nie potrafi się skoncentrować, gdy tymczasem pewnie na swój sposób dziewczynka okazywała, że świat, który ją otacza to jeden wielki chaos. Nie potrafiła podzielić bodźców słuchowych, wzrokowych, dotykowych na ważne i zupełnie nie mające znaczenia. Przewrażliwiona sensorycznie szukała wyciszenia najpierw w chowaniu się do domowej szafy, w przedszkolu – ciemnej łazienki, w szkole – w kącie szkolnej sali.  Układ nerwowy był tak bardzo obciążony, że została zakłócona percepcja i mowa.

Odruch Moro jest związany z każdym ze zmysłów człowieka. Jest pierwszym i niezbędnym odruchem, dzięki któremu noworodek może przeżyć. Jednak skutki jego przetrwania, jeżeli nie zostanie w odpowiednim momencie zintegrowany i nie przekształci się w reakcję wzdrygnięcia, rzutują na całe dorosłe życie człowieka.

Trzeba zaznaczyć, że o ile efektów w postaci niwelowania jąkania nie udało się osiągnąć, to coś jednak się udało. Dziewczynka trafiła pod skrzydła terapeutów i pracuje w terapiach neurokinezjologicznych i integracji odruchów.

Trening umiejętności bazowych w moje ocenie trzeba zacząć od powtórki z „rozwojówki”. Nie znając bazowych umiejętności komunikacyjnych, odruchowych oralnych reakcji prymarnych, fizjologii twarzoczaszki, nie będziemy potrafili ocenić i zdiagnozować pacjentów. I choć wydawać by się mogło, że przecież wiek szkolny dziecka jest poza obszarem wczesnej interwencji logopedycznej, ważne byśmy pamiętali, że w logopedii „nigdy nie mówi się nigdy”. I gdyby tak przyjrzeć się wnikliwiej, to ilu z naszych podopiecznych zamiast kciuka ssie długopis, odgryza kanapkę (co tam odgryza, przeciwnie – kąsa!) i żuje ją nie domykając ust, połyka infantylnie… Pamiętajmy, że bez treningu tych najważniejszych umiejętności wywołanie głoski na niewiele się nam zda. Gdy lato gorące a my zjadamy lody zaczynając od końcówki wafelka, najpewniej tych lodów bez pobrudzenia się, nie zjemy.

JĘZYKOWE ŁAMIGŁÓWKI DO TRENOWANIA GŁÓWKI Wspieranie rozwoju mowy i komunikacji dzieci z niepełnosprawnością intelektualna w stopniu umiarkowanym

JĘZYKOWE ŁAMIGŁÓWKI DO TRENOWANIA GŁÓWKI Wspieranie rozwoju mowy i komunikacji dzieci z niepełnosprawnością intelektualna w stopniu umiarkowanym
Sprawdź »